sobota, 14 kwietnia 2018

Książka: Bajka z dzieciństwa (książka) - wpis gościnny!

Cześć! 

Dzisiaj trochę nietypowo: zaprosiłam znajomych blogerów do podzielenia się swoim wspomnieniem z dzieciństwa. Pierwsza książka, jaką zapamiętali? Co sprawiło, że to właśnie ona utkwiła im w głowie? 


Jako pierwszego zapraszam na pokład Sebastiana z bloga Zaczytany w książkach:


Gdy słyszę słowo „dzieciństwo”, to na myśl przychodzi mi od razu książka „Lew, czarownica i stara szafa”. Dzięki niej oderwałem się od nudnego współczesnego świata i przeniosłem się do miejsca, gdzie wszystko jest możliwe. Pokazuje ona między innymi, że w rodzeństwie siła. Uczy wytrwałości, wzajemnej pomocy czy tolerancji. Ale przede wszystkim rozwija wyobraźnię! Uwielbiam tę powieść za styl i narratora, którego od początku polubiłem. Spodobał mi się także wykreowany przez autora świat będący pełen tajemnic i niebezpieczeństw. W wakacje ponownie przeczytałem „Lwa, czarownicę i starą szafę” i planuję zrobić to jeszcze raz na trzydzieste urodziny. Polecam ten utwór każdemu, kto chce przeżyć niezapomnianą przygodę!





Kolejną osobą, która zgodziła się napisać kilka zdań jest Mama na wypasie:
Po raz pierwszy z "Kubusiem Puchatkiem" zetknęłam się za sprawą moje dziadka, kiedy spędzałam u nich kolejny weekend. Znudzona, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Wówczas dziadek wyjął podniszczony egzemplarz Kubusia Puchatka, mówiąc: "gwarantuję Ci, że nie rozstaniesz się z tą książką." I miał rację! 
Od pierwszych stron przepadłam. Opowieść o Misiu z małym rozumkiem i jego kompanach zrobiła na mnie duże wrażenie. Przygody gromadki przyjaciół były bardzo radosne, a te z pozoru smutne zawsze dobrze się kończyły. Nawet pomimo malkontenctwa Kłapouchego, zrzędzenia Królika czy nieuwagi Tygryska, zawsze udawało się przyjaciołom znaleźć wyjście z opresji. Wszystkie przygody Puchatka były zabawne i dostarczały sporej dawki śmiechu. Kubuś Puchatek pokazał mi zupełnie inny świat, świat w którym dobro wygrywa, a przyjaźń jest najważniejsza. Nieważne kim jesteś, przyjaciel zawze znajdzie dla Ciebie czas i zawsze wysłucha, a w razie kłopotów pomoże. Bohaterowie Kubusia Puchatka mają niezwykłe poczucie humoru. Jest to dowcip uniwersalny, absurdalny, ale paradoksalnie niezwykle logiczny i właśnie w tym tkwi źródło jego wyjątkowości. 
"Kubuś Puchatek" zrobił na mnie duże wrażenie, przede wszystkim prostotą rozumowania, humorem, niezwykłą galerią postaci. To książka, do której wracam często. Kiedy jest mi źle czy smutno, bohaterowie ze Stumilowego Lasu potrafią poprawić mi humor.



Ostatnim gościem jest Ewelina czyli Blair:


Pierwsza książka w dzieciństwie, którą przeczytałam samodzielnie i pamiętam do dziś, to „Tomek Kociak” Beatrix Potter. Nie wiem czy ktoś pamięta takie małe białe książeczki o zwierzątkach. Przeczytałam wszystkie, które były w mojej bibliotece, ale Tomek Kociak był absolutnie wyjątkowy. Za każdym razem, gdy musiałam oddać książkę do biblioteki, od razu wypożyczałam ją ponownie.
Tomek był największym urwisem z całego rodzeństwa. Uwielbiał psoty i był niezwykle urokliwy. Do tego wyglądał zabawnie, co świetnie oddawały ilustracje. W dorosłym życiu nie pamiętałam już dokładnie treści tej książki, ale jak zobaczyłam w księgarni nowe wydanie Powiastek Beatrix Poter, w którym zebrano wszystkie te małe książeczki z oryginalnymi ilustracjami, to oczywiście od razu je kupiłam. Kupiłam egzemplarz również Przyjaciółce, która uwielbiała Królika Piotrusia, a dziś sama ma małą córeczkę.
Żadna z nas nie pamiętała jednak treści tych książeczek, więc trochę nas zaskoczyło, gdy czytałyśmy np. o przerabianiu taty królika na pasztet ;)
W ramach ciekawostki warto wiedzieć, że w tym roku do kin wchodzi „Piotruś Królik”, który jest ekranizacją właśnie jednej z powiastek Beatrix Potter.  To dobry pretekst na powrót do lat dziecięcych J


A na sam koniec parę słów od naszego niezastąpionego Seby:


Pierwsza książka, którą przeczytałem… O czym była? O małym rudym gnojku, który rolował wszystkich na około, by na końcu (w ramach moralnej nauki na zakończenie) zebrać łomot od niedźwiedzia. Z perspektywy czasu okazuje się w przewrotny sposób zabawne, że wykorzystywanie znajomych (czy to dzięki ich głupocie, naiwności czy "dobremu sercu") jest godne potępienia, za to spuszczanie wpie*dolu mniejszym i słabszym od siebie jest całkiem spoko (i pojawiło się pokolenie "bo w zupie była zasłona"). Dziś uważam, że ta książka to piramidalna bzdura, pokazująca dzieciom zaburzony obraz rzeczywistości: osoba cwana i potrafiąca dobrze kombinować kończy źle. Prawdopodobnie to właśnie ta lektura sprawiła, iż zamiast wciągać kokainę złotą rurką na pokładzie prywatnego odrzutowca, muszę chodzić do pracy, wylewając frustrację na łamach recenzji, których nikt nie czyta. Dlaczego więc tak dobrze zapamiętałem „Liska…”? Z powodu pewnego domowego rytuału z czasów dzieciństwa. Otóż codziennie wieczorem szedłem do pokoju, w którym znajdowała się domowa biblioteczka i razem z Tatą czytaliśmy książkę po kawałku. Zasada była prosta. Jedną kartkę ja, dwie kartki Tata. Książka była słaba. Niewiele w niej było zwrotów akcji. Fabuła była płytka. Postacie papierowe i bez wyrazu. Dialogi – daj Pan spokój... Dlaczego więc ta lektura była taka ważna? Bo były to moje pierwsze kroki w świecie nałogowego czytania. Było to budzenie mojej miłości do książek. Jednak przede wszystkim był to fantastyczny czas spędzony z Ojcem... Dzięki Tato.





A Wasza naj-pierwsza książka z dzieciństwa to...? 










Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy:

Koniecznie zajrzyj!

Książka: "Ja, wersja 2.0" Anna Gruszczyńska, Toon De Kock

Cześć! Chcę dziś napisać parę słów o... książce? Poradniku? Poniższą publikację ciężko wsadzić w sztywne ramy, bo jest naprawdę oryginalną...

Bądź na bieżąco :)

Ocena

2 3 4 5

(Prze)czytane:

Polecamy!

Google+