wtorek, 3 kwietnia 2018

Książka: "Amerykańscy bogowie" Neil Gaiman

Cześć!

Udało mi się przeczytać książkę, zanim zasiadłem do serialu. I niech wszystkim bogom na niebie i ziemi będą za to dzięki, bo gdybym najpierw siadł do serialu... nigdy nie sięgnąłbym po książkę.


Autor: Neil Gaiman
Tytuł: Amerykańscy Bogowie
Gatunek: fantasy
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 608


O czym jest książka?

Poznajemy naszego głównego... wróć. Dowiadujemy się kim jest... kurwa. WRÓĆ....

JEST SOBIE (lepiej tej sytuacji po prostu opisać się nie da) GŁÓWNY BOHATER. Wiemy o nim tylko tyle że jest bardzo duży, siedzi w więzieniu, uwielbia magiczne sztuczki z monetami i wypuszczają go wcześniej, by mógł dojechać na pogrzeb żony. Nie wiemy nawet (i do końca książki się nie dowiemy) jak się nazywa, bo posługuje się jedynie ksywą "Cień". Nasz bohater w drodze do domu poznaje dziwnego kolesia. To spotkanie na zawsze odmieni jego życie.

Moje wrażenia:

Jeśli szukasz książki, która bez przerwy trzyma w napięciu, której akcja toczy się szybko i pełna jest nagłych zwrotów - to nie jest pozycja dla Ciebie. Nasz bohater albo spaceruje, albo prowadzi samochód, albo rozmyśla. Jeśli coś się zaczyna dziać, to zazwyczaj naszego bohatera tam nie ma - akurat siedzi w samochodzie albo ukrywa się w niewielkim miasteczku. I choć na kartach powieści dzieje się sporo, to historia rozwija się niespiesznie, a akcja nie jest gęsta, jak na przykład u Dana Browna.


Dlaczego więc ta książka jest aż tak dobra? Powód to bohaterowie. Starzy zapomniani bogowie, żyjący w ubóstwie, wycofani, lecz nadal emanujący mocą. Słowiański Czernobóg pomimo siwych włosów i zgarbionej postury nadal wzbudza lęk. Bóg "cwaniak" opisany jest w taki sposób, że gdy odkładasz książkę, sprawdzasz, czy aby na pewno twój portfel jest na swoim miejscu, a opis bogini wiosny powoduje u czytelnika uśmiech i błogi spokój.


Autor zrobił kawał dobrej roboty przygotowując się do pisania tej książki. Postaci są nie tylko zgodne z różnymi wyobrażeniami mitologicznymi jeśli chodzi o wygląd czy moc, ich charaktery i działania podejmowane we współczesnym świecie są zgodne z tym, jak wyobrażali ich sobie dawni wyznawcy. 

Ocena:

Zdecydowane 4. Oprócz nieco rozwlekłej akcji (co jednak nie wpływa na przyjemność z czytania) nie mam się do czego przyczepić. Polecam wszystkim jak leci.



Co się tyczy serialu:
Serial jest jak kostka masła rozsmarowana na czterdziestu bochenkach chleba. Jak dotąd ukazał się jeden sezon, który zawarł w sobie treść 1/3 książki. A że odcinków jest sporo i opowiadają one przygody kolesia, który generalnie nic nie robi, scenarzyści polecieli na skrzydłach fantazji. Wymyślają rozbudowane wątki poboczne, którymi są w stanie wypełnić cały odcinek. Jeśli książka delikatnie sugerowała nam jakieś zdarzenia, to w serialu dostaniemy nimi prosto w twarz, do tego odpowiednio wielokrotnie i długo, żeby na pewno dotarło. Serial jest subtelny jak radziecka wyrzutnia rakiet typu ziemia-ziemia "KATIUSZA". Dodatkowo pojawia nam się paradoks „Hobbita” – często trudno pozbyć się wrażenia, że określone sceny i rozwijanie wątków służą tylko do tego, by nabijać dodatkowe minuty kolejnego odcinka.

Jeśli i tak nie chcesz czytać książki, zobacz serial. Jest on ładny (nie mylić z "dobry"). Jeśli jednak chcesz zaliczyć jedno i drugie- niech Cię ręka Boska broni abyś popieprzył kolejność...


Narka!


Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy:

Koniecznie zajrzyj!

Książka: "Ja, wersja 2.0" Anna Gruszczyńska, Toon De Kock

Cześć! Chcę dziś napisać parę słów o... książce? Poradniku? Poniższą publikację ciężko wsadzić w sztywne ramy, bo jest naprawdę oryginalną...

Bądź na bieżąco :)

Ocena

2 3 4 5

(Prze)czytane:

Polecamy!

Google+