sobota, 16 grudnia 2017

Książka: "PS Kocham Cię" - Cecelia Ahern

Witam Was serdecznie!
Jestem tu nowa i zaczynam dopiero swoją przygodę z recenzjami. Książkę którą wybrałam dla Was do opisania, nie jest typowym dla mnie gatunkiem który zwykle czytam. Jednak byłam na takim etapie w życiu, że szukałam optymizmu w tym co czytam, a nie tajemnic i krwi. Mam nadzieje, że zachęcę Was do jej przeczytania.




Autor: Cecelia Ahern
Tytuł: Ps Kocham Cię
Gatunek: Obyczajowa
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 148

O czym jest książka?

W książce jest poruszony temat straty osoby bliskiej zmagań głównej bohaterki z samotnością i procesem żałoby. Losy głównej bohaterki są przedstawione na tle jej relacji z przyjaciółmi i rodziną.


Moje wrażenia:

W pierwszej chwili gdy zobaczyłam tytuł przyszło mi na myśl, że ta ksiązka to jakieś ckliwe romansidło. Już po pierwszym rozdziale wiedziałam, że się pomyliłam. Oczywiście jest to opowieść o miłości ale nie dosłownie. To relacje odgrywają kluczową rolę w powieści. Książka jest napisana prostym językiem i doskonale się ją czyta. Czytelnik może wręcz odnieść wrażenie, że odczuwa ból straty głównej bohaterki.
Moim zdaniem jest to książka, z gatunku tych po przeczytaniu których zastanawiamy się nad sobą, swoim życiem i hierarchią wartości. Dzień każdego z nas jest gonitwą, zmaganiem z prozą życia, w tym całym zamieszaniu zapominamy czasem o tym, co powinno być dla nas ważne. Dla mnie ta książka była momentem zatrzymania się choć na chwile, przemyślenia niektórych spraw. 
Świetnie jest również przedstawiona sytuacja gdzie dla bohaterki załamał się świat po śmierci męża, ale mimo tego dla innych osób w jej otoczeniu życie biegło dalej, bez zmian. Pomimo jednak smutnego wątku uważam tą książkę za optymistyczną. Pokazuje nam, że nawet w tak trudnych sytuacjach wsparcie bliskich jest nieocenione, a po każdej burzy w końcu wyjdzie słońce.

Ocena:


W mojej ocenie książka warta przeczytania w skali od 1-5 daje mocna 4.


Buziaki, 





poniedziałek, 11 grudnia 2017

Książka: "Jak Cię zabić, kochanie?" Alek Rogoziński

Cześć!
Jeśli śledzicie nasz fanpage (i widzieliście WYWIAD) to wiecie, że Alka uwielbiam! Najpierw trafiłam na jego fanpage, później zaprosiłam go do wywiadu, a teraz, po dobrych paru miesiącach leżakowania: wreszcie udało mi się przeczytać jego poprzednią książkę. Tak, kolejność zupełnie na opak, ale czasem tak bywa ;) 


Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Jak Cię zabić, Kochanie?
Gatunek: komedia kryminalna
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 336



O czym jest książka?

Kasia i Darek byli parą idealną. Byli. Po paru latach małżeństwa ich drogi się zaczęły rozchodzić, a wspólne życie stało się męczarnią. Ale nadal łączyło ich jedno: nadzieja na rychły spadek po bogatej ciotce Kasi z USA. Jednak warunkiem otrzymania go było albo szybkie spłodzenie potomka, albo śmierć jednego z małżonków. Skoro miłością już do siebie nie pałali – łatwo się domyślić, które "albo" zostało wybrane.


Kasię poznajemy, gdy stojąc przy kuchennym blacie dzierży w dłoni tłuczek do mięsa. Właśnie w tej chwili przychodzi jej do głowy – skądinąd niecny plan – na zdobycie spadku bez konieczności rodzenia dziecka. Przecież to takie proste: Darek musi opuścić ten ziemski padół, oczywiście w sposób nie budzący najmniejszych podejrzeń, że ktoś mu w tym pomógł. Jako, że czas biegnie nieubłaganie Kasia krok po kroku obmyśla różne drogi na wykonanie swojego planu. Mało tego, wręcz bez wahania zaczyna wcielać je w życie! Nie wie jednak, że w głowie jej męża podobny plan narodził się już wcześniej. Oboje są zatem, nawet tego nie przypuszczając, zarazem łowcą jak i ofiarą. Ba! Jakby i tego było za mało: pojawia się trzeci gracz w walce o majątek po pani Klementynie.

Moje wrażenia:

Od pierwszych stron polubiłam styl pisania Alka Rogozińskiego: czego próbkę miałam już od dawna na jego fanpage. Już na wstępie otrzymujemy namiastkę jego poczucia humoru –  samo oświadczenie na początku książki sprawiło, że się uśmiechnęłam.


Mimo morderczych zamiarów kobiety: Kasia od razu budzi sympatię czytelnika. Jest wesoła, lekko roztrzepana, ale też i bardzo inteligentna. Poznając bliżej zachowanie i charakter Darka tym bardziej stajemy po stronie Katarzyny. Czytając książkę: co rusz uśmiechałam się pod nosem, a momentami wręcz płakałam. Bo niby proste, nieskomplikowane i precyzyjne plany obojga wciąż się sypią i zbierają żniwo nie do końca tam, gdzie miały to zrobić.
Książkę czyta się bardzo przyjemnie, jest napisana prostym, współczesnym językiem. Wrażliwców mogą urazić niektóre słowa padające z ust bohaterów: ale cóż, tacy są ludzie. A dla mnie bohater ma być w odbiorze jak żywy człowiek, jakiego mogę gdzieś spotkać na swojej drodze, a nie sztucznym, ułożonym tworem, który na kilometr cuchnie plastikiem. 
Mimo, że Jak Cię zabić, Kochanie? czytało mi się bardzo przyjemnie, to zabierałam się do niej na raty, zwłaszcza do pierwszej ćwiartki. Nie jest to jednak w żadnym przypadku wina samej książki: po prostu dopadł mnie jakiś czytelniczy zastój i niemoc, i żadna książka nie potrafiła tego zmienić. Dopiero dzięki twórczości Alka złamałam tę złą passę, bo opowieść jest ciekawa, pełna zwrotów akcji i w końcu wsiąknęłam w nią na tyle, że po kilku podejściach po kilka-kilkanaście stron – resztę pochłonęłam już jak zwykle, i wróciłam do w miarę normalnego trybu czytania! POLECAM zarówno fanom komedii, jak i fanom kryminałów: każdy z nich znajdzie w tej książce coś dla siebie!

Ocena:


A mikroskopijny minusik daję za zakończenie – Alek wie czemu 😂

Do następnego!

czwartek, 7 grudnia 2017

Serial: Shadowhunters (2016/2017)

Cześć!

Maniak ze mnie serialowy strasznie. Staram się oglądać, kiedy mogę, na przykład podczas prasowania. Nie ma to jak łączyć przyjemne z pożytecznym ;)



Tytuł: Shadowhunters 
Gatunek: dramat, fantasy, akcja
Liczba serii/odcinków: 1/13; 2/20 


O czym jest serial "Shadowhunters"?

Cóż. O Nocnych Łowcach, wilkołakach, wampirach 💖 (mam do nich słabość, nic nie poradzę), elfach, czarownikach i Valentinie, który chce zniszczyć podziemnych za pomocą darów anioła. Brzmi ciekawie czy przerażająco? No właśnie...

Moje wrażenia:

Opis może kojarzyć się jednoznacznie: ze Zmierzchem. Przyznam, że miałam pewne obawy, kiedy zaczynałam oglądać, ale wsiąkłam bez reszty. Dlaczego? Sama nie wiem. Ten serial ma coś w sobie, czego nie potrafię wyjaśnić. Akcja przeplata się z wątkami romansowymi, którym (jako kobieta) bardzo, bardzo kibicuję. Podoba mi się wątek homoseksualny, jest naturalny.



W ogóle postacie są mocno zarysowane (niektóre), widać ich przemianę pod wpływem rozwoju akcji. Nie są też doskonałe, co bardzo mi się podoba, nie ma ideałów i ludzie popełniają błędy, które mogą ich sporo kosztować. Tutaj emocje rywalizują z dobrem wyższym: klanu, stada czy wspólnoty. To nie zawsze jest łatwy wybór.

Wydawało mi się na początku, że "Shadowhunters" to historia dla nastolatków, ale teraz już sama nie wiem. Poleciłabym ją każdemu, kto chce odpocząć po męczącym dniu, bo wciąga tak, jak tylko niektóre seriale potrafią. Zostaje w głowie. Aż się boję, co będzie, kiedy znów pół roku będę musiała czekać na trzeci sezon!

Ocena:



Jasne, że chciałam dać pięć, jednak nie wszystko jest w serialu piękne i różowe. Gra aktorska głównej bohaterki, przynajmniej w pierwszym sezonie, pozostawia wiele do życzenia. Są niedociągnięcia, śmieszne momenty (czytaj: żenujące), ale ogólnie to nie ma dla mnie znaczenia. I tak go kocham.



Lecę na kolejny odcinek,














piątek, 1 grudnia 2017

Książka: "Tysiąc imion" D. Wexler

Jesienne wieczory sprzyjają pochłanianiu książek. Tę dosłownie połknęłam. I żałuję, że nie ma więcej.


Autor: Django Wexler
Tytuł: Tysiąc imion
Gatunek: fantastyka
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 638


O czym jest książka?

O losach kapitana Marcusa d'Ivorie i Winter Ihernglass, a także Janusa bet Vhalnicha, który ma ambicje sięgające królestwa nieziemskich mocy, które mogą zmienić znany świat. To tak w dużym skrócie.

Moje wrażenia:

Książka „Tysiąc imion” to tak zwana militarna fantasy. W książce odkryjemy świat na poziomie technologicznym z okresu XIX wieku, z muszkietami, prochem i szarżą kawaleryjską. To doskonała powieść dla tych, którzy oprócz fantasy lubią także historię. 
„Tysiąc imion” to pierwsza z pięciu planowanych części cyklu „Kampanie cienia”. Jej bohaterami są głównie Marcus d'Ivoire oraz Winter Ihernglass, ale także pułkownik Janus bet Vhalnich, który jest nowym dowodzącym w garnizonie cesarstwa vordanajskiego. 
Powieść jest wciągająca, pełna tajemnic i magii, która nie wydaje się być zwykłym „czary – mary”, ale potężną siłą, gotową stawić czoło nawet śmierci. Historia Winter i Marcusa, którzy muszą zaufać nowemu dowódcy i wykazać się lojalnością w obliczu pewnych jego ekstrawaganckich zachowań, jest wciągająca. Nie można się oderwać.



Django Wexler stworzył świat pełen męskich przygód, trudnych wyborów i przyjaźni, które zostaną wystawione na próbę. Autor potrafi zaskoczyć czytelnika, co jest dużym plusem powieści. Jego bohaterowie są ludzcy, wrażliwi, pełni obaw, ale jednocześnie odważni i honorowi. „Tysiąc imion” to opowieść, która na długo zapada w pamięć i mam nadzieję przeczytać kiedyś kolejne tomy tego cyklu.
Autor doskonale opisuje bitwy. Pełno w jego książce pyłu, potu i krwi, wystrzałów z muszkietów i zapachu prochu. Czytelnik wsiąka w ten świat, wyobraża go sobie, istnieje razem z bohaterami – jest to zaiste pewnego rodzaju magia. Świadczy to o dobrym warsztacie pisarskim. To debiut, który powinien zostać zauważony. Spokojnie można wysnuć tezę, że Autor wejdzie do grona najlepszych twórców fantasy. W mojej ocenie całkiem zasłużenie.

Ocena:






Pozdrawiam,




poniedziałek, 27 listopada 2017

Film: Morderstwo w Orient Expressie (2017)

Hej!
W sobotę wieczór leżąc już w łóżku rzuciłam do mojego M. hasło: "Idziemy jutro do kina!" W sumie najpierw zapytałam, ale widząc jego skrzywioną minę poprawiłam się i pytanie zmieniłam w zdanie oznajmująco–rozkazujące ;) Jako, że w naszej zapyziałej mieścinie akurat grali premierę, to właśnie na nią się skusiłam.


Reżyser: Kenneth Branagh
Tytuł: Morderstwo w Orient Expressie
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: dwa
Liczba stron: 21






O czym jest film Morderstwo w Orient Expressie?




Rzecz dzieje się w słynnym Orient Expressie, który z powodu złej pogody i niewielkiej lawiny utknął gdzieś pomiędzy stacjami i czeka, aż ekipa ratunkowa utoruje mu drogę. W czasie, kiedy pociąg stoi w miejscu, zostaje zamordowany jeden z pasażerów, bogaty biznesmen. W pociągu znajduje się również słynny detektyw, Hercule(s) Poirot. Znajomy kierownik pociągu prosi go, by rozwiązał zagadkę nim zjawi się policja, do działań której nie ma zaufania.

Moje wrażenia:

Mimo moich kilku spotkań z twórczością Christie – akurat tej książki nie czytałam (starszych adaptacji również nie widziałam), więc szłam do kina pełna zainteresowania fabułą. Jako, że wybór filmu był zupełnie spontaniczny: nawet nie znałam szczegółów obsady, z którą zapoznałam się dopiero podczas drogi do kina 😁 Deep czy Cruz sprawili, że tym bardziej cieszyłam się z nadchodzącego seansu. Fabuła dość prosta i już niejeden raz wykorzystana, ale mimo to oglądałam film z ciekawością. Osobiście strasznie polubiłam kreację Branagh'a, no i oczywiście mojego najukochańszego Deep'a 💝 Mój M. po seansie stwierdził, że Poirot chyba z kapelusza wyciągnął rozwiązanie zagadki, ale w czasie oglądania raczej nie rzuca się to w oczy. A analizując sprawę już na spokojnie, po filmie, można bez problemu złapać tę nitkę, po której szedł nasz detektyw i logicznie wytłumaczyć to, w jaki sposób odkrył tak wiele szczegółów i powiązań. 
Sam Poirot może wydawać się w pierwszej chwili troszkę narcystyczny, ale po dłuższej chwili dochodzimy do wniosku, że jest to po prostu beznamiętne, pozbawione fałszywej skromności stwierdzanie faktów. Z kwestii wypowiadanych przez śledczego zwróciła moją uwagę szczególnie jedna: niestety nie będzie to dosłowny cytat, ale jak najwierniejsze jego oddanie:


Fani pewnej serii z pewnością od razu skojarzą, że podobne (czy wręcz identyczne zdanie) pojawia się właśnie tam 😉
Końcówka filmu troszkę mnie zaskoczyła – nie tyle samo rozwiązanie zagadki, co zachowanie Herculesa w tej sytuacji. 

Ocena:

Oceniając samodzielnie: dałabym pewnie 5, być może z malutkim minusem. Biorąc jednak pod uwagę ocenę mojego towarzysza, mającego dość odmienny gust ode mnie – i starając się być bardziej obiektywna daję (MOCNE!) 4 😊



Do napisania!




piątek, 24 listopada 2017

Książka: "Dzień tysiąca godzin" W.S. Kuniczak

Cześć!
Dzisiaj co nieco o książce wojennej. Mocnej. Dobrej.



Autor: W.S. Kuniczak
Tytuł: Dzień tysiąca godzin
Gatunek: historyczna
Wydawnictwo: ZYSK
Liczba stron: 856



O czym jest książka?

O II wojnie światowej, o pierwszym tysiącu godzin, o losach bohaterów i wojnie z ich perspektywy.

Moje wrażenia:

Powieść Kuniczaka porusza niełatwy, ale niezwykle ciekawy temat II wojny światowej. Obserwujemy losy kilku bohaterów, znakomicie nakreślonych, pełnych, różnych od siebie (szczególnie widać to w przypadku Antosia), z zaletami i wadami, z przeszłością i marzeniami o przyszłości. Obserwujemy nie tylko zaciekłą walkę o Polskę w pierwszym tysiącu godzin wojny, ale także zmiany bohaterów, ich rozwój bądź staczanie się. Bo „na swój sposób wojna jest dobra. Zrywa dawne więzy i zawiązuje nowe, świeże. Jednych uczy bestialstwa, ale innych szlachetności, wynosi wielkich przywódców, natomiast obala tych, którzy tylko ufają wielości,ale brak im prawdziwych zalet. To prawda, że łamie serca i niszczy ciała, ale także niszczy ustroje, które powinny upaść(...)”. Autor nie pokazuje jednak piękna. Wydobywa ze zdarzeń cała ich brzydotę. Śmierć nigdy nie jest ładna, często idzie na marne. Wojna to brud, wszy, głód, wszechobecny strach, kurz. Zawalone miasta, płonące wsie, łuna na niebie i przerażający warkot samolotów. To stosy ciał, pochowanych byle jak, kwiczące konie, mięso na ulicach i krew. Każdy z bohaterów, których oczami możemy śledzić wydarzenia, ma własny pogląd i rozumienie tego, co się dzieje. Każdy z nich jest inny, ma za sobą pewne doświadczenia. Tu mądrość styka się z głupotą, geniusz z naiwnością.

Pośród pożogi, pierwszych dni desperackiej, nierównej walki, zobaczyć możemy także miłość. Relacje damsko – męskie uwikłane w skomplikowaną sytuację żołnierskiego obowiązku i sentymentu. Samotność, zrodzoną ze zdarzeń, śmierci, poczucia beznadziejności. Możemy obserwować dwóch mężczyzn kochających tę samą kobietę. Dlaczego? Kim jest, by wzbudzać takie emocje? Możemy śledzić losy wojny ze strony niemieckiego żołnierza. Człowieka, którego jeszcze niedawno najlepszym przyjacielem był Polak. Czy spotkają się w zamieci wojennej? Jak potraktują siebie nawzajem?



Każdy zna historię Polski w II wojnie światowej, a jednak ze zdziwieniem, szokiem, bólem czytelnik obserwuje rozwój akcji. Patrzy w inny sposób niż zazwyczaj. Zyskuje ostrość i nową perspektywę.

Autor doskonale kreuje postacie, nadając im wielowymiarowość. Znamy przeszłość, myśli, uczucia. Możemy wejść do głów i zamieszkać w nich na chwilę, spojrzeć ich oczami. Bardzo dobrze opisana jest przyroda, plastyczność obrazów wzbudza podziw. Co prawda Autor nie uniknął błędów, licznych powtórzeń, a nawet literówek, ale w obliczu tak ciekawej narracji nie ma to większego znaczenia. Dla każdego miłośnika gatunku będzie to wspaniała, czytelnicza uczta. To jedna z tych książek, przy których robi się smutno, gdy się ją kończy. I to chyba najlepszy komplement dla niej.


Ocena:


Polecam!





wtorek, 21 listopada 2017

TAG: Senny Book Tag

Cześć!
Miała być recenzja, w sumie już wczoraj, ale coś mnie bierze. Wczoraj było źle, dziś: szkoda gadać. Ale, że blog (i ja też!) nie znoszą próżni, to postanowiłam zajrzeć z czymś luźniejszym. Zapraszam na TAG, na który trafiłam na Bluszczowych Recenzjach


SEN, KTÓRY POCHŁANIA BEZ RESZTY, czyli książka, od której nie można się oderwać.


No cóż, będziecie się śmiać 😂 Mimo, ze zaczytuję się raczej w kryminałach i obyczajówkach, to i romansidłem nie pogardzę. Tu MUSZĘ wymienić nie książkę, ale serię: "Saga o Ludziach Lodu". Wracam do niej co jakiś czas, i za każdym razem czytam z takim samym zainteresowaniem i w oszałamiającym, nawet jak na mnie, tempie. Jem jak muszę, inne rzeczy robię w stanie najwyższej konieczności, więc moja średnia to jakieś 6-7 dni na całą serię. 

PÓŁSEN, czyli książka, którą przeczytałaś i od razu zapomniałaś.


Chyba nie mam takiej pozycji. Nawet, jak książka była średnia/nudna, to nawet gdy po paru latach trafiła mi do ręki w bibliotece – to po okładce, streszczeniu na niej czy pobieżnym zerknięciu na pierwsze 2–3 strony od razu kojarzę dana pozycję. Oczywiście, że nie ze wszystkimi szczególikami, ale ogólny zarys fabuły od razu sobie przypominam.


SEN, W KTÓRYM WIESZ, ŻE ŚNISZ, czyli książka, która jest typowym średniakiem.


Przy takiej ilości książek, jakie przewinęły mi się przez ręce mogłabym wymienić tu naprawdę sporo pozycji. Z takich świeższych (czyt. przeczytanych w ciągu ostatnich 2–3 lat) to wymieniłabym chyba recenzowaną TUTAJ < Dianę Palmer i jej "Zgrany duet". Jak lubię autorkę za jej książki, w sumie wszystkie dość lekkie, to ta jest znacznie poniżej poziomu, do którego mnie przyzwyczaiła.

KOSZMAR, czyli książka, po której nie mogłaś spać.


Są książki PRZEZ które nie śpię, bo tak wciągają, ale nie trafiłam jeszcze na pozycję PO której nie mogłabym spać. Nawet najcięższe działa, wytaczane przez Koontza czy Mastertona, na mnie w ten sposób nie działają. Kończę czytać, przekręcam się na bok i zasypiam jak niemowlę 😉

SEN, O KTÓRYM PAMIĘTASZ OD LAT, czyli książka, do której chętnie wracasz.


Oj, mam dużo takich pozycji! "Mała księżniczka", "Chłopcy ze Starówki" czy kompletowana obecnie przeze mnie seria o Tomku Wilmowskim, jak również wspomniana wyżej "Saga..." Z jednej strony rozumiem osoby, które czytają książkę raz, i już nie wracają do danej pozycji: no bo w końcu znają fabułę, więc niby po co. Ale ja jestem typem, który lubi powracać do tych mega-mile wspominanych książek: by odświeżyć pamięć, znów poczuć ten magiczny klimat, wrócić do ukochanych bohaterów.
 

SEN, O KTÓRYM CHCESZ JAK NAJSZYBCIEJ ZAPOMNIEĆ, czyli najgorsza książka na półce.


Jak lubię spora część powieści Sienkiewicza, tak muszę wymienić tutaj "Quo Vadis". BARDZO rzadko zdarza mi się porzucać napoczętą książkę, ale tę pozycję rzuciłam w kąt gdzieś w połowie. No nie wiem czemu, ale totalnie mnie odrzuciła. Brrr... Nawet nie stoi już na półce (bo i też się nie mieści, mam bardzo duże wydanie, jakieś A4 w twardej okładce swoją drogą bardzo ładne), tylko wylądowała z jakimiś starociami w szczelnym pudle na strychu


SEN, W KTÓRYM NIE BYŁAŚ SOBĄ, czyli książka, w której bohater nie jest człowiekiem.


Tu odpowiem przewrotnie, bo postać w rzeczywistości jest człowiekiem, ale początkowo pojawia się jedynie pod postacią wielkiego, czarnego psa. Tak, mój ukochany Syriusz 😍

SENNE MARZENIE, czyli książka, w której chcesz żyć.


I tu czuję się rozdarta pomiędzy wymienianą już dwukrotnie "Sagą o Ludziach Lodu" a przygodami Harry'ego Pottera. 

WSPÓLNY SEN, czyli kto ma wyśnić ten tag.


Do zabawy zapraszam:

Do napisania,

piątek, 17 listopada 2017

Serial: CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas

Hej!
Z reguły nie wciągam się w seriale. Wyjątek stanowią te typowo kryminalno-sensacyjne, zwłaszcza, jeśli przedstawiono w nich sporo szczegółów na temat pracy w laboratorium. Takie moje małe, niespełnione marzenie – zostać śledczym lub pracować własnie w laboratorium.


Twórca: Anthony E. Zuiker
Tytuł: CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas
Gatunek: kryminalne, sensacja
Liczba serii/odcinków: 15/335

O czym jest serial?

Serial (podobnie jak jego spin-off'y: Miami i NY) opowiada o pracy śledczych z laboratorium kryminalistycznego: zarówno laborantów, jak i pracowników terenowych. Fabuła jest prosta, powtarzalna: wręcz odmóżdżająca 😂 



Moje wrażenia:

Po pierwsze: uwielbiam kawałek z czołówki 🔝! Moja przygoda z serialem zaczęła się dawno temu, kiedy telewizyjna Dwójka zaczęła późnym wtorkowym (lub poniedziałkowym?) wieczorem emitować serial: pełen dosłownie pokazywanych obrzydliwości, flaków, krwi itp. Tak, byłam zdecydowanie za młoda na niego, ale zawsze byłam dojrzalsza od rówieśników, w szkole czytałam książki przeznaczone dla osób z 3-4 klas wyżej (albo i takie dla dorosłych – ach, te podkradane Harlequiny), więc udało mi się wymóc na matce pozwolenie na oglądanie LV 😂
Schemat odcinka jest zawsze taki sam: zbrodnia -> śledztwo -> najoczywistszy z podejrzanych okazuje się zbrodniarzem -> po krótkiej wymianie zdań przyznaje się do winy. Pomiędzy tym stałym schematem poznajemy specyfikę danego miasta, przewijają się nowe postacie, pokazane są szczegóły pracy w laboratorium. Ot, taki nieskomplikowany serial na rozluźnienie, nic wymagającego większego skupienia czy główkowania. Mimo banalności fabuły i oczywistych rozwiązań serial zyskał rzesze fanów, powstały w sumie 3 spin-off'y. O ile NY i Miami również oglądam namiętnie, to najnowszy, Cyber, jakoś nie przypadł mi do gustu. 
CSI: Las Vegas pokochałam od pierwszego odcinka, zafascynowały mnie te wszystkie "czary" dziejące się w laboratorium. Niebagatelny wpływ na moja fascynację serialem miała postać Grissoma: kolejne sezony, gdzie go zabrakło, oglądałam już mniej chętnie, ale nadal byłam wiernym widzem. Co prawda po przesiadce z Dwójki na kanały z satelity już nie zawsze oglądałam po kolei, to główny wątek, łączący poszczególne sezony, jest na tyle luźny i rozwleczony, że spokojnie można skakać pomiędzy odcinkami/sezonami, czy wręcz traktować dany odcinek jak pojedynczy, krótki filmik. To, co może komuś wydawać się w tych seriach obrzydliwe, dla mnie jest plusem: dokładne pokazywanie szczegółów, pozwolenie widzowi na zajrzenie za kulisy pracy podczas śledztwa i zapoznanie z różnymi technikami, maszynami wspierającymi laborantów.
Nie jest to serial dla widza wymagającego trzymania w napięciu, oczekującego zaskoczenia czy nagłych zwrotów akcji, ale mimo wszystko nie uważam tych setek godzin, które na niego poświeciłam, za stracone. 

Ocena:


Osobiście dałabym 5 z plusem, ale wiem, że można do paru rzeczy się przyczepić, więc pozostanę przy 4.




Do następnego,


wtorek, 14 listopada 2017

Książka: "Jak zostać dyktatorem. Podręcznik dla nowicjuszy." Mikal Hem

Hej!
Tu, wyjątkowo, Aggi :) Seba niestety ma kilka dni szaleństwa, ale recenzja już gotowa od kilku dni, więc wrzucam Wam do poczytania w jego imieniu! Enjoy ;)




Autor: Mikal Hem
Tytuł: Jak zostać dyktatorem
Gatunek: poradnik
Wydawnictwo: dwa
Liczba stron: 248



O czym jest książka?

Jak można domyślić się z samego tytułu, w najprostszy i najbardziej wyrazisty sposób opisuje, w jaki sposób dojść do władzy absolutnej, co robić gdy się taką już osiągnie oraz... jak nie spaść ze stołka z wielkim hukiem. Widać, że nasi rodzimi politycy znają te metody od wielu, wielu lat.

Moje wrażenia:

Książka wywala z butów. Dlaczego? Z jednej strony traktując o poszczególnych tyranach opisuje tragedie jednostek, wiosek, miast, a nieraz całych narodów, będące konsekwencją dyktatur. Jednak forma przepełnionego humorem poradnika sprawia, iż zsyłanie przeciwników politycznych do obozów zagłady przestaje być takie straszne; ot – kolejny psikus naszego uroczego urwisa. Urwisa, który doszedł do władzy w efekcie przewrotu, będącego bezpośrednią przyczyną śmierci kilku tysięcy osób... Lektura poszczególnych rozdziałów jest trochę jak rozwijający się zapach perfum, który z czasem odsłania swoje kolejne nuty. Jest śmiesznie, a jednocześnie straszno, a nawet nieco smutno… A za chwilę znów skręcamy się ze śmiechu.
Kolejnym elementem, na który powinniśmy zwrócić uwagę jest fakt, iż autor nie sięga po dyktatorów z zamierzchłej przeszłości. O nie! Wręcz przeciwnie. Ukazuje urwipołciów, którzy jeszcze nie tak dawno zasiadali na złotych tronach, dzięki temu historia opisana w „Jak zostać dyktatorem” jest bardziej prawdziwa, bardziej namacalna. Znamy te nazwiska z newsów, pamiętamy te historie. To nie jest kolejna historyczna ramotka opisująca, jak bardzo zły był Hitler czy Stalin. Książka traktuje czytelnika bardziej jako kumpla, z którym wspomina "Ej stary, a pamiętasz tego gałgana?". I to jest jej bardzo ważny atut.


Ocena:

Jeśli traktujesz tę książkę jako miłą i sympatyczną lekturę do poduszki, to jesteś pieprzonym zwyrolem uśmiechającym się przy opisach ludzkich tragedii. Jeśli (tak jak ja) traktujesz tę publikację jako podstawowy podręcznik, który w niedalekiej przyszłości zamierzasz wykorzystać do realizacji swych podłych celów, to również jesteś pieprzonym zwyrolem! Reasumując, książka napisana z jajem, z werwą i przytupem, a czytanie jej to istna przyjemność. Jedyną wadą publikacji jest fakt że się kończy.


Narka, 





sobota, 11 listopada 2017

KONKURS: Ty wybierasz nagrodę!


Na umilenie tej jesiennej szarówki (i w ramach wcześniejszej, świątecznej paczki) przygotowaliśmy coś dla Was :) 


Nagroda (a raczej nagrody): oczywiście książkowa! No i zostawiam Wam male pole do wyboru – w zależności od Waszych preferencji są do wyboru 2 książki z pośród 4 ze zdjęcia: w dowolnej konfiguracji. Dwie pozycje to raczej "babska" tematyka, kolejne dwie to coś cięższego kalibru – do Laureata będzie należeć decyzja, czy weźmie pakiet "tematyczny" czy mieszany. A być może pojawią się nagrody pocieszenia: więc wówczas laureat wybiera jako pierwszy, pozostałe 2 książki trafiają w inne ręce, już bez możliwości wyboru. 



REGULAMIN dostępny jest -> TUTAJ <-

 Skrócone zasady:

OBOWIĄZKOWO:
1️⃣ Obserwujesz naszego bloga lub Instagrama
2️⃣ Odpowiadasz na wybrane pytanie: 
       1) Przedstaw na ciekawym zdjęciu ulubioną książkę ze swojej kolekcji. Na zdjęciu musi znaleźć się karteczka (nie napis dodany w programie graficznym!) z napisem NTBkonkurs: żebyśmy wiedzieli, że fotka powstała specjalnie na potrzeby konkursu. Jeśli zgłaszasz się na Instagramie: oznacz nas w opisie/na zdjęciu i dodaj hashtag #NTBkonkurs1 Po przesłaniu zgłoszenia (z późniejszą datą) możesz fotkę oczywiście opublikować w innym miejscu).
       2) Jaki gatunek literatury to Twój faworyt? Dlaczego? - Na Insta odpowiedzi pod postem konkursowym

3️⃣ W dowolny sposób udostępniasz informację o konkursie (fb, G+, Insta)

DODATKOWO: 
4️⃣ Lubisz nasz fanpage jako profil prywatny (link w prawej kolumnie)
5️⃣ Będzie nam miło, jeśli dołączysz/udostępnisz/zaprosisz znajomych do wydarzenia: TUTAJ

ZGŁOSZENIA:
W komentarzu piszesz po kolei:
1. (obserwuję jako...)
2. (odpowiedź/zdjęcie)
3. (link do udostępnienia)
4. (lubię jako: Imię i pierwsza oraz ostatnia litera nazwiska/nazwy)
uzupełniając wg powyższych wytycznych.


I tyle 😊 Życzę powodzenia!



czwartek, 9 listopada 2017

Ludzie: Wywiad z... Alkiem!

Cześć!
Autorzy bywają różni. Mimo że w książkowej blogosferze jestem od niedawna, to zarówno trafiłam na osoby, jak i słyszałam, czytałam o różnych "typkach", którym chyba sodówka zbytnio uderzyła do głowy. Traktują czytelników wręcz jak poddanych – bo ja jestem PISARZEM i bijcie mi pokłony ;) 

Na szczęście są też osoby, do których ciągnie nas od pierwszego spotkania. Nie tyle pisarze, autorzy: ale w pierwszej kolejności – po prostu Ludzie. Mili, sympatyczni, w żaden sposób nie wywyższający się z powodu tego, że udało im się napisać (a przede wszystkim wydać) 1, 3 czy nawet 10 książek. Dziś parę słów – oraz parę pytań  – do osoby, na którą natrafiłam zupełnie przypadkiem w zakamarkach Facebooka. Gdzieś wyświetlił mi się na tablicy post, skomentowany przez znajomego. Weszłam na fanpage: i przepadłam! 

Fanpage Alka to miejsce wyjątkowe: kojarzy mi się ze starą, małą, klimatyczną knajpką, gdzie od wielu lat zaglądają te same osoby, znają się i lubią. Alek rozmawia z nami jak ze starymi znajomymi. Słowa "Pan", "Pani" padają z rzadka, jedynie ze strony nowo przybyłych osóbek😉 A wpisy Alka: no po prostu bajka. Nieważne, czy poważne (choć zdarza mu się to sporadycznie), czy też humorystyczne – czyta się je chętnie, co rusz zaglądając na stronkę, czy nie pojawiło się coś nowego. 
A jeśli zdarzy Ci się wysłać do niego jakieś pytanie na priv: nie zdziw się, jak dostaniesz odpowiedź o 1 w nocy i przeklikasz kolejną godzinę. Alku, w sumie nie zapytałam! Kiedy Ty sypiasz, skoro po etacie masz jeszcze czas na plątanie się po nocy? 😁

Obecnie Alek jest dość zajęty: niedawno ukazała się jego kolejna książka: Lustereczko, powiedz przecie, równocześnie promuje książkę napisaną wspólnie z Magdą Witkiewicz. Wiadomo więc – podróże, spotkania promocyjne, niedawne Targi Książki. Zabiegany ten nasz Alek, ale mimo to od razu odpisał TAK, kiedy zapytałam, czy zechce odpowiedzieć na kilka pytań. 

Uff, ależ się rozpisałam 😂 Ale o Alku nie da się w dwóch słowach! Jako wstęp do wywiadu: grafika, która powstała na bazie fotki z jego fan page'a, tak uroczo wygląda w tych słuchawkach (jak TRZYDZIESTOLATEK 😎), że musiałam się nią zainspirować. 




Aggi (P):Mimo zwyczajowego zaprzeczania - jeśli rodzic ma więcej niż jedno dziecko, to do któregoś z nich ma przeważnie, choć często nie do końca świadomie, większy sentyment. Które z Twoich książkowych dzieci jest tym “naj”? Najmłodsze? Najstarsze? Najdłużej dopieszczane? Dlaczego?

Alek (O): Zdecydowanie ze swoich dzieci największym sentymentem darzę dwa, żeby było sprawiedliwie - najgorzej i najlepiej się sprzedające. Pierwsze to "Morderstwo na "Korfu" - książka, którą w całości wymyśliłem na wakacjach i która po powrocie z nich napisała się właściwie sama, bez problemu, bez żadnych zarwanych nocy i chwil zwątpienia. Ale za to jest to moja najmniej doceniona książka, a zarazem też porażka sprzedażowa, bo przez dwa lata od premiery znalazła ona tylko trochę ponad trzy tysiące czytelników. A druga to mój największy - jak dotąd - bestseller czyli "Jak Cię zabić, kochanie?", choćby dlatego, że lubię liczbę, jaka się pojawia w rubryce "sprzedane egzemplarze". A poza tym uważam, że to całkiem przyzwoity materiał na film. Z nowej serii z Różą Krull mam z kolei większy sentyment do "Lustereczko, powiedz przecie" niż "Do trzech razy śmierć".
  
Aggi: Ehh, te rozterki 😉 Sama mając wybrać ulubiona książkę ulubionego pisarza pewnie siedziałabym i dumała nad wyborem do śmierci!

P: Dom bez sierści czy dom bez kota? Podaj 3 powody dlaczego sierść w zupie jest wskazana 😉?

O: Wychowałem się z kotami. Najpierw był Tok, potem Dżaga, potem Prince, a na koniec Haker. Teraz też chciałbym mieć kota, ale poza tym na umyśle, niestety na razie mi to nie grozi. Nie chcę skazywać zwierzęcia na wieczną samotność, a przy trybie życia, który prowadzę - częściej mnie nie ma w domu niż tam jestem. Ale jeśli tylko trochę się uspokoję, to na pewno znów sierść będzie mi pływała w zupie! 

Patrycja: Chyba każdy szanujący się i wystarczająco szalony pisarz ma kota. Ja sobie nie wyobrażam bez swojego :)
Aggi: Ok, kota mam, to może zacznę w końcu książkę, która planuję od 5 lat? 😋


(tak w ramach kociej ciekawostki: moja fotka z Insta i fotka Alka 😂)



Nie, to nie była ustawka, inspiracja, nic planowanego 😂 


P: W jakich “okolicznościach przyrody” pisze Ci się najlepiej? Musisz mieć ciszę i spokój, czy pracując po prostu odcinasz się od otoczenia? Wizja zbliżającego się deadline'u mobilizuje Cię do szybszej pracy, czy nie ma to dla Ciebie znaczenia?

O: Muszę mieć spokój, ciszę, a na biurku napój cytrynowo-miodowo-imbirowy. Z racji tego, że pracuję na pełnym etacie, książki piszę nocami. Ale może to i lepiej. Mam wtedy święty spokój, telefony nie dzwonią, nic mnie nie rozprasza. Piszę, co pół godziny robiąc przerwę na "pięć minut dla kręgosłupa". Szaleję wtedy ze słuchawkami na uszach po pokoju niczym Axl F. Rose na estradzie w czasie Rock In Rio? A co do deadline'u... Dla każdego pisarza to największa z możliwych motywacji. A już dla takiego lenia jak ja - taki bat zdecydowanie się przydaje. 

Patrycja: Ja to kocham deadline'y, naprawdę. Nic nie daje mi takiego kopa. Uwielbiam czuć na szyi gorący podmuch zbliżającego się terminu. Wtedy najlepiej mi się pisze.
Seba: U mnie wygląda to podobnie, z tym ze zamiast szaleć po pokoju ze słuchawkami, to wychodzę na balkon  i odpalam papierosa, wzdycham ciężko i zadaje sobie pytanie „Co ja właściwie robię ze swoim życiem?"


P: Gdzie będzie mieszkał emerytowany Książę Komedii Kryminalnej? Jak wyobrażasz sobie miejsce, gdzie będziesz za te -dziesiąt lat? Małe mieszkanko w gwarnym mieście czy raczej domek na odludziu? Co w nim na pewno będzie musiało się znajdować?

O: Mam to już dokładnie wymyślone: własny domek, nie musi być zbyt wielki, na mojej ulubionej wyspie - Malcie. Blisko plaży, z małym gajem oliwkowym, z dala od wielkiego miasta, ale i na tyle blisko, żebym w razie czego mógł tam bez problemu dojechać. A co będzie się w nim musiało znajdować? Na pewno komputer, duży telewizor, bo jestem filmomaniakiem, i jacuzzi. I, oczywiście, wszystkie prezenty od Czytelników!

Patrycja: Wcale Ci się nie dziwię. Mały domek w miejscu, które się kocha, to chyba marzenie każdego!
Seba: Wow... jestem pod wrażeniem złożoności planów. Gdyby mnie ktoś zadał takie pytanie to zastanawiał bym się między urną a skrzynką. Czy dla autora istnieje coś takiego jak emerytura?

P: Gdyby porwali Cię kosmici i kazali dać im JEDNĄ KSIĄŻKĘ która ma opisać Ziemię i spowodować, że jednak jej nie zniszczą - co by to była za książka?

O: "Władca Pierścieni". Myślę, że kosmici pomyśleliby, że szkoda niszczyć planetę, na której pojawiają się ludzie obdarzeni tak magiczną wyobraźnią jak Tolkien. 

Patrycja: Ja bym chyba im poleciła "Atlas Zbuntowany".


P: Masz zapewnione niepodważalne alibi. Czy skorzystałbyś z możliwości wykorzystania go?

O: Chyba nigdy nie skrzywdziłbym nikogo świadomie. Chyba że z zemsty za krzywdę kogoś mi bliskiego. Ale tak ogólnie jestem pacyfistą i zwolennikiem mądrych dyskusji, a nie pyskówek i rękoczynów.

Seba: Mam tak samo, tylko zwykle określam to w prostszych słowach. I nie przejmuj się – ja też nie potrafię się bić…
Aggi: Szczerze powiedziawszy, mimo bycia zodiakalnym Lwem: staram się być spokojna. Ale jedna osoba do "odstrzału" by się znalazła chyba 😈

P: Jak każda popularna osoba spotykasz z pewnością na swojej drodze nie tylko rzesze fanów, ale także trafiasz na antyfanów. Czy zapadły Ci szczególnie w pamięć jakieś komentarze zarówno z jednej jak i z drugiej strony?

O: Z komentarzy pozytywnych chyba najbardziej zapadł mi w głowę ten, że pani recenzentka chciałaby wyjść za mnie za mąż, bo myśli, że życie ze mną musi być wyjątkowo zabawne. A z tych przykrych nadal najbardziej mnie fascynuje moja stała hejterka z portalu Lubimy Czytać, która uraczyła niegdyś społeczeństwo wziętą z czterech liter sensacją, że moja przyjaźń z Magdą Witkiewicz jest fikcją opłaconą przez nasze wydawnictwo, a poza tym każdą moją książkę oznacza jako "gniot, którego nie dokończyłam czytać" - a mimo to maniacko czeka na kolejne premiery i z miejsca wkłada je na swoją wirtualną półkę "do przeczytania". Albo to jakaś literacka masochistka, albo… zawistna koleżanka po piórze. Obstawiam raczej to drugiej, bo przecież normalna czytelniczka czegoś takiego raczej by nie robiła!


Seba: Coś Ty zrobił tej biednej kobiecie że od razu grozi Ci ślubem? 
Aggi: Oj tak, też kwalifikuję jako groźbę! 


Drogi Alku, w imieniu swoim, ale też reszty ekipy NTB (Agaty, Patrycji i Seby) ślicznie dziękujemy za poświęcony czas!


Do napisania,

wtorek, 7 listopada 2017

Serial: Big Mounth

Seriale to nieodłączna część mojego życia. Ostatnio dałam szansę bajce dla dorosłych, jaką jest "Big Mouth". Jak ją oceniam? Przekonajcie się sami.



O czym jest serial Big Mounth?

W skrócie: o dojrzewaniu, pierwszych pocałunkach, szalejących hormonach, okresach, randkach i ogólnie o "fatalnym" życiu nastolatków.


Moje wrażenia:

No cóż, to jest serial w moim stylu. Podpasował mi  humor: seksualny, miejscami prymitywny, ubarwiony przekleństwami. Tak. Oto cała ja. Serial przypadł mi do gustu, bo jest totalnie "odmóżdżający", relaksuje, ale też wywołuje sentyment za tymi latami, które już minęły, a które były takie wspaniałe.


Netflix stworzył świetny, interesujący serial o grupie młodych ludzi wchodzących w trudny okres dojrzewania. Jest to osią fabuły, wokół której kręci się cała akcja: pierwsze miłości, problemy z rodzicami, kryzysy towarzyskie, problemy w szkole. Burza hormonów, zmiany zachodzące w emocjach i w ciele. Jednym słowem kosmiczny misz‒masz, z którym ciężko sobie poradzić.
Bohaterowie rozmawiają, myślą i dążą do jednego: seksu. Czy to tradycyjnego, czy masturbacji, czy oglądania porno, czy sennych polucji.
Podobało mi się, że serial nie zawiera tabu. Wszystkie procesy ludzkiego ciała ukazane zostały w sposób dosłowny. Sprawy cielesne, niekiedy obrzydliwe, są przedstawione naturalnie, jako normalne i uniwersalne dla każdego człowieka.
W Big Mouth warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element, czyli hormonalne potwory. Spersonifikowano w nich wszystkie trudności z dojrzewaniem. Szczególnie udany jest żeński hormon, no wypisz - wymaluj jak ten, którego sama posiadam ;)


Świetnie się bawiłam, oglądając, mimo że żarty wydawały się niekiedy powtarzalne.

Ocena:



Pozdrawiam,








sobota, 4 listopada 2017

Książka: "Na jej rozkazy" Anna Chaudiere, Angelina Caligo

Listopad rozpoczęty. Przyznam, że to mój ukochany miesiąc w całym roku, zapewne dlatego, że nikt inny go nie lubi. A jaki jest Wasz ulubiony miesiąc?

recenzja na jej rozkazy

Autor: A.M Chaudière A. Caligo
Tytuł: Na jej rozkazy
Gatunek: obyczajowe, romans
Wydawnictwo: Czarna kawa
Liczba stron: 272

O czym jest książka?

Kocham to pytanie, naprawdę. A tak na serio, to nie jest powieść w stylu Grey'a, chociaż jest z nim porównywana. To coś więcej niż seks, coś więcej niż poddaństwo i dominacja.

(1)

Moje wrażenia:

Przyznam, że skutecznie i na dość długi czas zniechęciło mnie porównanie tej powieści do Grey'a. Schemat niby ten sam: zestawienie bohaterów z dwóch różnych światów, ostry seks, kontrola i tak dalej. Nie jestem fanką Christiana i Anastasi, chociaż książki przeczytałam. Za to mogę nazwać siebie wielbicielem Rose i Fanny. Porównania do „Pięćdziesięciu twarzy...” uważam za chybione i chociaż występują podobieństwa, o których wspomniałam, to jednak „Na jej rozkazy” jest tekstem o wiele lepszym, dopracowanym, z mocniej zarysowanymi bohaterkami, ze świetną fabułą, ciekawym seksem (a nie tym czymś, co serwowała James). W ogóle sceny erotyczne są doskonałe, nie śmieszne, ani nie żenujące. Autorki świetnie to przedstawiły, nie uciekając się do wulgaryzmów ani przesady.

„Na jej rozkazy” wciąga, jest jak narkotyk. To jedna z tych książek, od której nie da się oderwać. „Jeszcze jeden rozdział...”, aż się nie skończy. Rzadko się zdarza taka historia, która by mnie fascynowała na tyle, by się tak w nią wgłębić.

Oczywiście irytowała mnie jak jasna cholera. Nie jestem typem kobiety, która mogłaby trwać w takim związku. Dla mnie praktyki BDSM na podstawie umowy byłyby nie do przyjęcia. Nie mogłabym być ani Rosalie, ani tym bardziej Fanny. Dlatego wściekałam się i czytałam dalej, ciekawa, z wypiekami na twarzy. Jednak! Muszę zwrócić na to uwagę, znów porównując „Na jej rozkazy” do Grey'a, Fanny absolutnie nie jest takim typem kobiety jak Anastasia. Dzięki Bogu, bo Ana to wiecznie jęcząca buła, która nie posiada swojego zdania. Fanny za to ma pazur, charakter, jest świetna. Dlatego tak podobało mi się zakończenie pierwszego tomu. Nie dość, że zaciekawia na tyle, że chce się sięgnąć (już, teraz!) po kolejną część, to jeszcze pokazuje, że Fanny to nie pierwsza lepsza, którą można pomiatać.

Brawa dla Autorek za świetnie skrojone postaci. Podoba mi się zmienna perspektywa – raz narrację prowadzi Fanny, raz Rose. Dzięki temu możemy poznać sytuacje z dwóch różnych punktów widzenia. Mamy też wgląd w uczucia bohaterek.

I, wbrew pozorom, nie jest to tylko erotyczny romans. Z tej historii wyłaniają się dwie kobiety, obie nieco zagubione, może nieszczęśliwe, na pewno zranione. Poszukujące swojego miejsca w życiu. To kobiety z krwi i kości, które mają wady i zalety, dobre i złe dni, przeszłość. Teraźniejszość. Pytaniem pozostaje: czy mają wspólną przyszłość?

Ocena:



Do następnego,













Źródła---------------------------
(1) Okładka - Empik
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy:

Koniecznie zajrzyj!

Książka: "Jak Cię zabić, kochanie?" Alek Rogoziński

Cześć! Jeśli śledzicie nasz fanpage (i widzieliście WYWIAD ) to wiecie, że Alka uwielbiam! Najpierw trafiłam na jego fanpage, później zapr...

Bądź na bieżąco :)

Ocena

2 3 4 5

Jesteśmy tu:

zBLOGowani.pl

KLIK :)

(Prze)czytane:

Google+