sobota, 26 listopada 2016

CZYTAJ Z NAMI - czyli jest takie miejsce w sieci... "Prze-czytana książka"

Hejka :) 



Tak, żyję! Ale praca mnie absorbuje do tego stopnia, że nie mam czasu na czytanie i pisanie. I nie zanosi się, że będzie lepiej - koleżanka odchodzi z pracy ;( więc przybędzie mi obowiązków. Staram się cały czas, by gdzieś w tygodniu wygospodarować czas na książkę - ale jest z tym kiepsko. Należę do osób, które potrzebują duuuużo snu - 9h to u mnie minimum. W tygodniu często nie mam na to czasu, więc nadrabiam w weekendy - wstaję z łóżka tylko po to, by coś zjeść i idę spać dalej. 


Pracę często kończę wieczorami (pracuję z domu, ale zadania do zrobienia pojawiają się często nagle i "na już") - wtedy albo od razu kładę się spać, albo włączam jakiś odmóżdżający serial - nie mam sił, by skupić uwagę na treści książki.





Ale, ale... Ja dziś pojawiam się z czymś ciekawym! Jest takie miejsce w sieci, a dokładniej na Facebooku - grupa o lekko mylącej nazwie PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ. Grupa książkoholików. Owszem - czasem zdarzają się akcje wymiany książek, ale jej główne założenie, to dzielenie się wrażeniami po przeczytaniu książek, dyskusje o autorach, wspólne czytanie i omawianie Lektury Miesiąca i wiele innych. Serdecznie zapraszam zarówno na Grupę - jak i na bloga pomysłodawczyni, Magdy -> KLIK

Właśnie na Grupie zrodził się pomysł akcji #czytajznami - dzisiejszy wpis powstał właśnie w jej ramach.

O co właściwie chodzi? Już wyjaśniam: według kolejności zgłoszeń do akcji dana blogerka publikuje na Grupie proponowany temat wpisu gościnnego, który pojawi się u niej na blogu i zaprasza do niego 3 osoby. Publikacja takiego posta odbywa się zawsze w sobotę. 




Kiedy zgłaszałam się do akcji pomysłu na wpis jeszcze nie miałam, zresztą zachodziła obawa, że powielę pomysł którejś z wcześniej ogłaszających się osób. Ale jak przyszło co do czego, to lampka zapaliła mi się od razu: Prze-czytana książka - czyli książka do której chętnie wracamy lub wracałyśmy wielokrotnie. Książka, która mimo tego, że znamy ją prawie na pamięć wciąż potrafi nas wciągnąć i zainteresować. Sama mam kilka takich pozycji, więc chciałam poznać typy pozostałych dziewczyn :) 



Występują: 
(żeby było sprawiedliwie - kolejność wg dostarczenia tekstów ;) ) 





[AGNIESZKA]


Prze-czytana. Przekartkowana dziesiątki razy, rozłożona niemalże na czynniki pierwsze, zdanie po zdaniu. Dla książki, która na zawsze skradła moje serce los nie był łaskawy. Wszystko zaczęło się, gdy pewien uzależniony od morfiny lekarz spotkał na swojej drodze trzecią (ale za to największą) miłość swojego życia. Michaił Bułhakow. Mistrz. I jego ukochana, Małgorzata. A także miasto. Monumentalny Trzeci Rzym. Złotogłowa stolica. Moskwa.

Kiedy przeczytałam temat mojego wpisu, nie miałam wątpliwości. Wiedziałam, że będzie to opowieść z Rosją w tle. Tych ukochanych książek zza wschodniej granicy mam jednak cały regał. Z pomocą w wyborze przyszła mi coroczna inicjatywa literacka – narodowy odczyt dzieł rosyjskich on-line. W ramach projektu każdego roku wybierana jest jedna powieść z klasyki literatury rosyjskiej, którą przez dwie doby po fragmencie czyta kilkaset osób. A my możemy śledzić to zjawisko na żywo.

Na pierwszą wzmiankę o tegorocznym utworze aż poczułam dreszcze. Moja pierwsza literacka miłość. Romans z tym panem przetrwał burzliwe czasy liceum i studia. Ba, nawet moje małżeństwo nie było w stanie mu zaszkodzić ;) „Mistrza i Małgorzatę” mam aż w trzech egzemplarzach. Co ciekawe, żaden nie jest po polsku i żadnego nie kupiłam sobie sama. Jest to książka, którą faktycznie rozebrałam na czynniki pierwsze. Powiem więcej, z mapą w rękach stąpałam po jej śladach. Począwszy od Patriarszych Prudów – pamiętnego spotkania literatów z Wolandem – aż do domu-muzeum samego autora.  




Co najbardziej fascynuje mnie w „Mistrzu i Małgorzacie”?

Przyznam, że nie jest to wcale historia wielkiej miłości czy wątki religijne. Nie są to również fenomenalne adaptacje i ekranizacje, których widziałam całkiem sporo (jak chociażby niezapomniana Anna Dymna, latająca au naturel na miotle). Tym, co urzekło mnie od pierwszych stron powieści jest obraz Moskwy – miasta, które na zawsze znalazło specjalne miejsce w moim sercu.
  

Diaboliczna świta Wolanda odziera stolicę ze złudzeń. Z jednej strony ukazuje jej twórczy eklektyzm, potęgę i potencjał, ale jednocześnie stanowi do bólu szczere studium mieszkańców i systemu, w którym przyszło im żyć. Ta absurdalna karykatura moskwian – urzędników, dyrektorów, pracowników Teatru Variété – jest tak nieprawdopodobna, że aż prawdziwa. I chociaż cenię też kreację postaci, umiejętność łączenia wątków fantastycznych z realizmem oraz oczywiście burzliwe losy Mistrza i jego ukochanej, to jednak miasto jest powodem, dla którego powracam do tej powieści raz za razem. 





[KASIA]


Rzadko czytam dwa razy tę samą książkę. Jestem ciekawa świata literatury, dlatego czytam dużo i często i z tego powodu książki raz przeczytane odstawiam na półkę. Jest tylko kilka lektur, które przeczytałam więcej niż jeden raz. Uwielbiam „Balladynę” Juliusza Słowackiego – właściwie to fragmentami znam ją na pamięć! Dwa lub trzy razy czytałam „Zbrodnię i karę” Fiodora Dostojewskiego, kilka razy sięgałam po czytania zawarte w Piśmie Świętym. Jest jeszcze „Mały Książę” A. de Saint-Exupery’ego, przeczytany przeze mnie trzy lub więcej razy, i to właśnie na tej lekturze chciałam się skupić.
Nie oszukujmy się, „Mały Książę” nie jest uznawany za arcydzieło, choć przyjmuje się ją za jedną z najważniejszych książek XX wieku. Krytycy zarzucali książce to, co we współczesnej literaturze zarzuca się twórczości Paolo Coehlo. Ja jednak uważam, że stawienie obu pisarzy w jednym szeregu jest deprecjonujące dla francuskiego pilota, dla „Małego Księcia” również. Moim zdaniem, to bardzo mądra i świetnie napisana książka. Pewnie też nie będę oryginalna mówiąc, że jest ważna w moim życiu.



Po pierwsze, poznałam ją w momencie, gdy przestawałam być dziewczynką, a stawałam się nastolatką i odkrywałam wiele tajemnic, jakie skrywał przede mną świat. Po drugie, dopiero ta książka uświadomiła mi siłę i magię słów. Zobaczyłam prozę poetycką - gatunek wcześniej mi nie znany… Po trzecie, znalazłam piękne w swej prostocie odpowiedzi na pytania, które błąkały się po mojej głowie: o miłość, przyjaźń i sens życia. Te odpowiedzi to słynne sentencje: „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”, „Na zawsze ponosisz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś” czy „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.
„Mały Książę” nie nudzi mi się z wiekiem. Ponad rok temu razem z dziećmi siedziałam w sali kinowej z wypiekami na twarzy oglądając film na podstawie dzieła Exupery’ego. Wzruszyłam się tak samo, jak lata temu, gdy po raz pierwszy sięgnęłam do książki. Mamy w domu dwa egzemplarze „Małego Księcia”, a kilka podarowałam bliskim w prezencie, żeby je mieli przy sobie. Bo „Mały Książę” jest dobry na wszystko.






[JANKA]


Książka, z którą przyjaźnię się już dziesięć lat. Pierwszy raz czytałam ją na wyjeździe konferencyjnym we Włoszech. Zobaczyłam u kolegi i mu zabrałam :) Zachwyciłam się od pierwszych stron. Pamiętam do dziś jak siedzę na tarasie, jest ok 30 stopni ciepła, w oddali majaczą Dolomity, a ja drżę z zimna, bo w Paryżu pada śnieg.
„Po prostu razem” Anny Gavaldy to książka pokochana od pierwszego czytania. Dlaczego? Też się zastanawiam. Może dla tego, że jest taka zwykła, prosta, serdeczna? Może dlatego, że bohaterowie są tak wyraziści?
Historia zaczyna się od tego, że Paulette znowu traci przytomność, Camille idzie do lekarza, potem...mdleje. Na początku trudno się domyślić, która z nich będzie główną bohaterką powieści, a wymyślić, że kiedyś się zaprzyjaźnią? Jeszcze trudniej. Uda się to dzięki Franckowi, wnukowi jednej z nich – oczywiście przez zupełny zbieg okoliczności. Franck jest kucharzem, pozuje na łobuza, ale tak naprawdę... Do pełnej obsady brak już tylko Philou – zubożałego arystokraty, zdecydowanie oderwanego od rzeczywistości.


I tak mamy: starszą panią, młodszą artystkę, kucharza i szlachetnie urodzonego idealistę. Każdy oryginalny, indywidualista, z każdą z postaci chciałabym się zaprzyjaźnić. Chętnie bym ich wszystkich przytuliła i adoptowała :D, bez względu na wiek. Chociaż najbliżej mi chyba z Philibertem, podobnie jak on naiwnie wierzę w szczerość, uczciwość i nie do końca wiem o co chodzi we współczesnym świecie :P
Jeśli macie ochotę na drżenie z zimna na poddaszu, na piknik na rodowej zastawie, albo przejażdżkę po mieście w sklepowym wózku – a voila! Ensemble C`est Tout!

PS. Film mi się nie podobał, Audrey Tautou zbyt ameliowata była jak dla mnie.





Jak widzicie dziewczyny wybrały bardzo różnorodne pozycje.  Jeśli chodzi o "Mistrza..." to oczywiście kiedyś tam czytałam - i nawet pamiętam, że bardzo mi się podobał, więc chyba pora sobie przypomnieć. "Mały Książe"  też jest u mnie na liście przeczytanych książek, ale szczerze powiedziawszy średnio przypadł mi do gustu (wtedy) - może czas sprawdzić, czy jako osoba dorosła podejdę do jego lektury inaczej. Ostatniej pozycji niestety nie kojarzę wcale - więc wędruje do (coraz obszerniejszego) dokumentu z książkami "do przeczytania".

Szczerze powiedziawszy - ja uwielbiam wracać do książek, które mnie zachwyciły lub czymś ujęły - stąd też pomysł na taki temat wpisu. Mogłabym wymieniać i wymieniać. Są to zarówno niektóre dzieła Kinga, Roberts/Robb czy Sandemo - jak i pozycje typowo młodzieżowe jak np. "Mała księżniczka" czy serie o Tomku Wilmowskim czy Panu Samochodziku ;) 

Oczywiście - razem z dziewczynami jesteśmy bardzo ciekawe, co sądzicie o przedstawionych przez nie pozycjach. No i czy macie takie swoje PRZE-czytane książki? 


Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy:

Koniecznie zajrzyj!

Książka: "Jak Cię zabić, kochanie?" Alek Rogoziński

Cześć! Jeśli śledzicie nasz fanpage (i widzieliście WYWIAD ) to wiecie, że Alka uwielbiam! Najpierw trafiłam na jego fanpage, później zapr...

Bądź na bieżąco :)

Ocena

2 3 4 5

Jesteśmy tu:

zBLOGowani.pl

KLIK :)

(Prze)czytane:

Google+