poniedziałek, 6 czerwca 2016

Elizabeth George - Procesja śmierci

Hej!

Jeśli śledzicie fp to już wiecie, że odłożyłam książkę, którą czytałam (co BARDZO rzadko mi się zdarza) bo nie mogłam jej zmęczyć. Ciągnęła się jak flaki z olejem, ciężko mi się ją czytało, no po prostu porażka na całej linii. W związku z tym przychodzę do Was z recenzją książki, którą czytałam już jakiś czas temu. Wyjątkowo zapadła mi w pamięć - sam fakt, że po paru miesiącach i kilkudziesięciu przeczytanych międzyczasie książkach ją doskonale pamiętam - o czymś świadczy. Choć lekko nie było, ale o tym już za chwilę :)



Autor: Elizabeth George
Tytuł: Procesja śmierci
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 746 str







Moje wrażenia:

Zupełnie przypadkiem drugi raz z rzędu bohaterem wpisu jest książka, w której akcja toczy się dwutorowo. I znów dwa, wydawałoby się zupełnie oddzielne wątki, które dzieli około 20 lat łączą się na sam koniec powieści. Sama powieść nie dość że grubawa, to czyta się ją... jakoś dziwnie. Niby jest ciekawa, niby wciągająca, ale mimo, że sięgałam po nią co wieczór, to jej przeczytanie zajęło mi ponad tydzień! Zwykle książki o tej objętości to dla mnie dwa dni, "Procesję śmierci" czytało mi się strasznie pomału.

Dwie historie, które ktoś łączy.

Pierwszy wątek opowiada wydarzenia z przed 20 lat. Trzech chłopców połączyło nieciekawe dzieciństwo. W ich życiu jest bieda, niewydolność wychowawcza rodziców i różne inne niesprzyjające okoliczności. Pewnego razu wybierają się na wędrówkę po mieście. Skuszeni kolorowymi sklepami zachodzą do centrum handlowego. Spotykają tam dużo od siebie młodszego chłopca, którego dosłownie na minutkę zostawił na ławce ojciec robiący zakupy w fast foodzie. Bez zastanowienia zabierają go ze sobą. Włóczęga po mieście kończy się tragicznie.

Dwadzieścia lat później na londyńskim cmentarzu znalezione zostają zwłoki młodej kobiety. Śledztwo prowadzi tymczasowa pracownica Scotland Yardu, inspektor Isabelle Ardery, skrzętnie skrywająca swój nadmierny pociąg do alkoholu. Dzięki działaniom Isabelle w śledztwo włącza się inspektor Thomas Lynley, przebywający do tej pory na długim urlopie po śmierci żony. Kto zamordował dziewczynę znalezioną na cmentarzu? Przed kim uciekała? Kto ją śledził? Na te, i wiele innych pytań odpowiadają Isabelle i Thomas, nie bez wsparcia ze strony wiernych współpracowników.

Mimo, iż książkę czytało mi się dość ciężko, to nie mogłam się od niej oderwać. Autorka mistrzowsko rozwija wątki, do samego końca nie jesteśmy w stanie przewidzieć kto jest mordercą i kim jest osoba, która łączy obie historie. Wiele wątków pobocznych nie pozwala się nudzić.


Punkt odejmuję za dwuwątkową narrację, która nie każdemu przypadnie do gustu. Drugi minus to wspominana przeze mnie dwukrotnie "ciężkość" czytania.

Mimo wszystko warto zapoznać się z twórczością autorki, sama mam w planach kolejne tomy cyklu.




Obsługiwane przez usługę Blogger.

Obserwatorzy:

Bądź na bieżąco :)

Ocena

2 3 4 5

Przeczytałam:

Google+